sobota, 4 stycznia 2014

Zakazany Owoc cz. 8

Przez te koszmary spałam tylko do siódmej, nie mogłam znaleźć wygodnej pozycji do spania przez co każdy mięsień boli mnie podczas jakiegokolwiek ruchu. Niechętnie wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki, wlałam ciepłej wody do wanny i rozebrałam się z pidżamy. Związałam włosy i zanurzyłam się w ciepłej cieczy. Leżałam tak długo aż się nie odprężyłam a moja skóra na palcach zaczęła się już marszczyć. Wyciągnęłam korek i cała woda zaczęła znikać z wanny, owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do szafy aby się w coś ubrać. Wybrałam jasne dżinsy, bluzkę w kwiaty i biały sweter który narzuciłam na ramiona, całość ozdobiłam brązowym paskiem który zawitał na mojej tali. Rozczesałam włosy i udałam się do kuchni, gdzie zastałam tatę.
- Cześć, tato !
Podeszłam do ekspresu do kawy po czym zrobiłam sobie karmelowe latte i w pośpiechu chwyciłam jabłko. Spojrzałam na tatę, który w zamyśleniu patrzył na telefon i nawet mi nie od powiedział. Dźgnęłam go palcem, a gdy powrócił to rzeczywistości spojrzał na mnie oburzony.
- Co jest? Czemu tak patrzysz na ten telefon?
- Sądziłem że Kate zadzwoni.
- Wyjechali dopiero wczoraj. Jak tak tęsknisz, to sam zadzwoń.
- Może masz rację.
- Tylko pamiętaj, zmiana czasu i te inne sprawy. Lepiej poczekaj aż sama zadzwoni.
Wgryzłam się w jabłko, wzięłam kubek z kawą i przeszłam do salonu. Włączyłam telewizor i rozsiadłam się w białym fotelu. Podwinęłam nogi, objęłam je jedną ręką a drugą trzymałam owoc, który w od czasu do czasu gryzłam. W telewizji leciały jakieś bezsensowne kreskówki, które pomimo tego iż zaliczały się do kategorii dziecięcej bardzo mnie bawiły i interesowały. Cała bajkowa sceneria była czarno-biała a główny bohater albo tak ślamazarny albo po prostu taki głupi.
- Przecież to kreskówka. - burknęłam sama do siebie.
Gdy z jabłka zrobił się ogryzek zajęłam się kawą, każdy łyk dodawał mi zapału na cały dzień i zastrzyk energii na najbliższą godzinę. Wyłączyłam TV i zaniosłam resztki swojego skromnego śniadania do kuchni.
- Nie ma mowy! Nie mogę zostawić córki samej! Mówiłem już że nie mogę... Miłego dnia.
Tata szybko się rozłączył i spojrzał na mnie wymuszając uśmiech.
- Kto to?
- Nie ważne... Co dzisiaj będziesz robić?
Wzruszyłam ramionami i otworzyłam lodówkę. Wyjęłam z niej masło, sałatę, szynkę i ogórka, następnie sięgnęłam do chlebaka po bułkę. W mgnieniu oka zrobiłam kanapkę i wędrowałam do pokoju. Miałam zamiar pojechać do biblioteki aby popatrzeć na Liam'a, może znowu by na mnie spojrzał swoimi czekoladowymi oczami.
Przygryzłam dolną wargę na samą myśl o tym i z lekkim rumieńcem weszłam do pokoju. Sięgnęłam po telefon który leżał na biurku i zgrabnych ruchem go odblokowałam. Jedno nieodebrane połączenie od Zayn'a. Serce momentalnie przyspieszyło, mój przyszły brat do mnie dzwonił więc czemu Kate nie odezwała się do taty? Wybrałam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę, po dwóch sygnałach usłyszałam męski głos, lekko zachrypnięty głos. Zadrżałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Hallo?
- Hej, Zayn. Dzwoniłeś. Coś się stało?
- Nie, jest dobrze. Chciałem tylko wiedzieć co u was.
- Wyjechaliście dopiero wczoraj. Jest tak jak zwykle tylko trochę pusto. Co robisz?
- Oglądam Nowy York. Brakowało mi tego widoku.
- Wyślij mi później zdjęcie. Zobaczymy czy jest aż tak piękny.
- A jak Jack? Mama nie może na razie dzwonić. Od razu zaczęła się zajmować papierami i wiesz.
- Poinformuję go. Muszę kończyć. Pa
- Do zobaczenia, Nancy.
Gdy wypowiedział moje imię sądziłam że serce wyskoczy mi z piersi, jakie to szczęście że on tego nie słyszy. Tak strasznie mi go brakuję, a nawet nie znam go na tyle dobrze i długo by się do niego tak przywiązywać. To bezsens. Schowałam komórkę do torebki i poprawiając wygląd zeszłam na dół. Sięgnęłam po kluczyki i krzycząc " niedługo wrócę " zamknęłam drzwi. Wsiadając do samochodu poczułam sosnę i od razu przypomniała mi się jazda autem razem z Zayn'em gdy o mało co nie dostałam ataku serca.

Wchodząc do biblioteki usłyszałam ten sam dzwoneczek co dzień wcześniej. Dzisiaj było więcej ludzi więc Esme nie stała przy ladzie tylko krążyła między półkami z uśmiechem. Cudowna kobieta. Jeżdżąc palcami po okładkach znalazłam się przy tym samym stole, z tą samą książką i z tym samym sąsiadem. Usiadłam i otworzyłam lekturę na zaznaczonym miejscu. Po przeczytaniu jednego rozdziału zlustrowałam znad książki to co było w zasięgu mojego wzroku. Liam, w zamyśleniu czytał książkę i co jakiś czas rysował ołówkiem coś na kartce. Czyżby i on uwielbiał malarstwo tak jak ja? Na samą myśl o tym moje endorfiny zaczęły się rozprzestrzeniać po całym mózgu wywołując tym samym szeroki uśmiech.
Tak Nancy, tylko ty jak głupia uśmiechasz się do książki.
Skarciłam się w myślach i zamrugałam kilkakrotnie by powrócić z krainy marzeń. Spojrzałam na chłopaka, on także wpadł na ten pomysł i w ułamku sekundy nasz wzrok się spotkał. Czułam się zahipnotyzowana jego oczami. Wielkie, pełne nadziei i radości, brązowe i z błyskiem zainteresowania teraz skupiały się na mnie. Odniosłam wrażenie że patrzy w głąb mojej duszy. Uśmiechnęłam się delikatnie i zamykając książkę wstałam tym samym tracąc go z oczu. Wypuściłam powietrze i szybkim krokiem udałam się do lady przy której stała już Esme z ciągle przyklejonym uśmiechem.
- Nancy! Witaj znowu.
- Witaj Esme. Chciałabym wypożyczyć tą książkę...
No tak, ja mądra zapomniałam jej zabrać ze stołu. Odwróciłam się na pięcie i oskarżając się za nieuwagę w myślach poczułam że na kogoś wpadłam. To było uderzenie jak o ścianę, podniosłam wzroki ujrzałam te oczy.
- Zapomniałaś książki. - szczery uśmiech i rząd śnieżnobiałych zębów kierowany był do mnie.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam niepewnie.
Liam wyciągnął w moim kierunku książkę a ja drżącą dłonią sięgnęłam w jej kierunku. Spojrzałam na niego ukradkiem i przyjrzałam się jego twarzy. Męskie rysy, lekki zarost i te kolczyki. Zrobiłam kilka kroków w tył gdy usłyszałam jak mnie woła. Odwróciłam się. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego strój, dziś nie był taki jak wczoraj, teraz był inny bardziej czysty? Granatowa koszulka za krótki rękaw, jasne dżinsy z luźnym kroczem i również granatowe trampki sprawiały że wyglądał jak nastolatek, gdyby nie jego dziary i dość męski wygląd twarzy powiedziałabym że ma z szesnaście lub siedemnaście lat. Podszedł do mnie a jego usta wygięte były w uśmiech.
- Jestem Liam a ty?
- Nancy. - lekko się denerwowałam, mój głos był tak piskliwy że sama się zdziwiłam.
- Chyba nie często tu bywasz. Widzę cię dopiero drugi raz.
-Trafiłam tu przypadkiem.
- Przypadki nie istnieją, Nancy. - wyszczerzył zęby.
Spojrzałam na niego podejrzanie unosząc przy tym zabawnie jedną brew. Chwilę go lustrowałam a gdy nie mogłam wytrzymać wybuchłam śmiechem na co odpowiedział tym samym. Ciągle się uśmiechając, znaleźliśmy się w końcu przy ladzie. Staruszka przyglądała nam się z zainteresowaniem i podejrzliwym uśmieszkiem.
- To ta książka którą chciałam wypożyczyć.
- Nie ma sprawy. Witaj Liam.
- Dzień dobry Esme.
Uśmiechnęłam się do kobiety i patrząc na chłopaka wyminęłam go i wyszłam z budynku. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i rzuciłam na nie książkę i torebkę. Zamknęłam drzwi i się odwróciłam, w jednej chwili podskoczyłam a z ust wydostał się cichy pisk. Poczułam na swoim ramieniu ciepło bijące od dłoni i cały chwilowy strach zniknął.
- Chciałem tylko wiedzieć czy zobaczymy się jutro?
- Raczej tak.
- To do jutra.
Pożegnał mnie i ruszył w swoją stronę, schował dłonie w kieszenie i zniknął tuż za rogiem. Wpatrywałam się tak z dobre trzy minuty, aż dotarło do mnie co się właśnie stało. Oparłam się o samochód i zaczęłam śmiać się sama do siebie. Wzrokiem skakałam po całej dzielnicy, gdy wsiadałam do samochodu ciągle zaciągałam się powietrzem i robiłam dziwne miny. Jadąc ulicami miasta analizowałam tą całą sytuację chyba z dziesiąty raz. Zatrzymałam się przed kawiarnią. Zamówiłam filiżankę czarnej kawy i zajęłam miejsce na zewnątrz, wyciągnęłam telefon. Wiadomość od brata. Wysłał zdjęcie. Piękne zdjęcie. Nie kłamał z tym widokiem.


Szybko odpisałam Mulatowi na esemesa. Wgapiałam się w zdjęcie które mi przesłał, że nie zauważyłam kelnera z moją kawą. Posłałam mu uśmiech i odebrałam kubek z kawą. Zanim wypiłam cały napój zdążyłam wysłać kilkadziesiąt wiadomości do Zayn'a tak samo jak on do mnie. Co prawda nadal nie wiem o czym piszemy ale doskonale wiem że powinnam wracać do domu. Szybko wsiadłam do auta i pognałam do domu. W myślach zastanawiałam się co porabia Zayn a co Liam. I dlaczego przy nich moje serce wariuję, mimo tego że nie znam ich aż tak dobrze.

~*~
Hejka, cześć, witajcie, konicziła i co tak jeszcze ! Po tej baaardzo długiej przerwie świątecznej jak i rocznej* wracam do was z 8 rozdziałem. Prawdę mówiąc pisałam go od początku świąt ale dopiero dzisiaj udało mi się go skończyć. Pisząc ten rozdział czułam się jak na teście z matmy. Kompletna pustka w głowie a ty siedzisz i przez umysł jedyne co przelatuję to piosenka " parabole tańczą " ?! ;o Wiem, jestem dziwna. :)
Chciałabym wam bardzo podziękować za to że jest 27 obserwatorów a liczba wyświetleń zaraz przekroczy 30 tysięcy. Jestem też bardzo wdzięczna za każdy komentarz jaki zostawiliście. :)
Niestety zasada nadal obowiązuję ta sama czyli :

15 komentarzy = następna część !  

poniedziałek, 11 listopada 2013

Imagin z Harrym.

Może to i lepiej że nie mam tego numeru. Nie muszę tak cierpieć, ani on. To po prostu jest niewytłumaczalne. Kocham w nim wszystko, oczy, uśmiech, loki, głos, charakter oraz to że potrafi być opanowany i wie kiedy jest czas na wygłupy. Za każdym razem gdy kładę się spać wspominam to jak spędzaliśmy czas, każdą chwilę razem, każdy jego dotyk i to jak nasze wargi stykały się przy pocałunkach.
Nie, nie można tak, to nie powinno do mnie wracać, a jednak. Harry jest sławny, musieliśmy zerwać, tego w sumie wymagano.

- Będziemy już razem na zawsze. To że będę sławny nie znaczy że o Tobie zapomnę T.I. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni.Tak tragiczne a równocześnie słodkie wspomnienie które dręczyło mnie gdy tylko pomyślałam o tych szmaragdowych oczach. Zachciało mi się płakać, a że powinnam iść do pracy niechętnie wyjrzałam przez okno. Słońce świeciło, niebo bezchmurne i błękitne jak nigdy, drzewa kołyszące się delikatnie od wiatru i ptaki które ścigają się jak zawsze. Zabrałam torebkę i zamknęłam drzwi. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę kawiarni Starbucks w której dane mi jest pracować. Niby dzień jak każdy inny, gdyby nie fakt że jest tu pełno piszczących nastolatek. Staram się je omijać aby dostać się do środka tego całego zbiegowiska ponieważ mam przyjąć zamówienie.

- Przesuńcie się ! Jestem kelnerką do cholery !

Wreszcie mi się udało i wręcz upadam na niewielki stolik przewracając tym samym kartę dań. Wyprostowałam się i otrzepałam fartuszek po czym poprawiłam kartę. Wyciągnęłam niewielki notes i długopis. Zastanawiałam się dlaczego za mną jest taki szmer a nie piski jak niedawno.

- Czy mogę przyjąć zamówienie ?

Spojrzałam na ludzi siedzących przy stole. Siedziało przy nim pięciu chłopaków, każdy patrzył ma mnie wyczekująco lub ze zdziwieniem, jak bym była potworem. Spojrzałam na każdego z osobna, w końcu mój wzrok utkwił na chłopaku który siedział najbliżej mnie. Był blady jak ściana, nie wiedziałam o co chodzi. Patrzył na mnie jak na ducha. Nerwowo wplotłam dłoń we włosy i starałam się wyglądać na opanowaną.

- Poprosimy 5 kaw  Carmel Macchiato.
- Coś jeszcze ?

Mój wzrok znów zawiesił się na chłopaku z lokami. Nadal był biały jak kość słoniowa ale nie tak spięty jak wcześniej.

- Może chciałbyś wody ? Jesteś troszkę blady.
- Ni... nie dziękuję.

Gdy tylko się odezwał moje źrenice powiększyły się a serce przyspieszyło tak jak by zaraz miało wyskoczyć z mojej piersi i wylądować na stole przede mną. Starałam się teraz to ukrywać i pospiesznie udałam się aby złożyć zamówienie. Gdy Macchiato było już gotowe poprosiłam aby inna kelnerka zrealizowała je do końca. Ukryłam się za ladą i zaczęłam wypytywać Kate ( koleżanka z pracy ) co to za chłopacy i czemu tu tyle piszczałek.

- To ty nie wiesz kto to ? Zespół One Direction, dlatego tyle tu fanek. - Zacisnęłam usta ale słuchałam dalej. - Ten blondyn to Niall, dalej jest Zayn, Liam, Louis i ...
- Harry ?

Mimo że urwałam jej wypowiedź była w lekkim szoku że znałam ostatniego chłopaka a nie znałam nazwy zespołu. Spojrzałam na grupkę i jak zwykle musiałam spojrzeć na niego.

Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni...

Przestań, przestań. Mąci mi w głowie a to doprowadza mnie do szału. Zerwaliśmy, trzy lata temu i strasznie się zmienił. Ale ten głos, hmm może bardziej męski i chrypliwy ale wciąż przyprawiał mnie o gęsią skórkę.
Nasz wzrok się spotkał, kąciki jego ust lekko się wygięły ale byłam tak spanikowana że odwróciłam się natychmiast i rozwiązując fartuch wyszłam z kawiarni rzucając krótkie hasło które Kate zrozumiała i zleciła moją pracę innej dziewczynie.

- Jak on się zmienił. Nie mogę w to uwierzyć, w to że go widziałam i nie poznałam T.I. ale z ciebie idiotka !

Oparłam się plecami o ścianę i wpatrywałam w niebo. Ześlizgnęłam się powoli i pozwoliłam sobie na kilka łez, w pozycji embrionalnej i ukrytej za śmietnikiem nikt chyba mnie nie znajdzie.

- T.I. ?
- Nie ma jej.
- Powiesz że jej szukałem ?
- Chyba tak.

Podniosłam wzrok i ujrzałam wielki, zielone oczy wpatrujące się w moje oczy z troską i miłością. Spojrzałam na wielkiego goryla który stał za nim i lekko się przestraszyłam. Harry machnął na niego ręką a on pospiesznie odszedł ale nie za daleko. Kucał przede mną a nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry, znów naszła mnie ochota jak za dawnych czasów poczuć smak tych pełnych warg. Wstałam powoli na równe nogi a Harry uczynił to samo. Złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.

- Nie poznałaś mnie ?
- Na początku, byłam w lekkim szoku po tym jak musiałam przedzierać się przez twoje fanki. - Lekki acz stonowany sarkazm wypłynął z moich ust. Loczek uśmiechnął się promiennie ukazując rząd białych zębów i dodatkowo urocze dołeczki.
- Sądziłem że mnie znienawidziłaś i bałem się.
- Czego ?
- Że mnie wyśmiejesz i zostawisz.
- Przecież zerwaliśmy bo to było konieczne.
- Ale mówiłem ci że nigdy nie przestanę cię kochać. - Zaczerpnął powietrze po czym wypuścił je z gwizdem. Spuściłam wzrok i patrzyłam jak kreśli kółka kciukiem na mojej dłoni. - Nadal cię kocham, dotrzymałem tej obietnicy bo tylko ona sprawiała że wciąż wierzyłem.

Momentalnie zakręciło mi się w głowie, fala gorąca znów uderzyła a serce dostało palpitacji.

- Ja też cię kocham, starałam się zapomnieć ponieważ myśl że nie jesteś obok mnie bolała.
- Teraz jestem i chciałbym być zawsze.

Nagle znalazłam się w jego silnych ramionach, wtulona w umięśniony tors i płacząca z radości. Chłopak uniósł mój podbródek i spojrzał głęboko w oczy. Centymetr za centymetrem zbliżał się coraz szybciej. Rozchyliłam wargi i już po chwili czułam jego ciepłe wargi na swoich. Czułam że unosimy się w powietrzu a czas nagle stanął pozwalając nam na chwilę radości.

~*~

Wybaczcie że taki krótki imagin, ale miałam chwilę natchnienia i tylko to zdołałam wymyślić . Blog nadal zostaje zawieszony jednak powoli zaczynam wychodzić na prostą i tak za miesiąc lub krócej znów do was wrócę . :**

Kocham Was <3 

sobota, 2 listopada 2013

Zakazy Owoc cz. 7


Przemawiasz do mnie podczas snu, nie chce się budzić chce być Tu. Chce słuchać Cb twych ciepłych słów, chce Ci dać bukiet czerwonych róż. Chce być tam gdzie zamierzasz pójść, zamknąć oczy nie płakać już. Iść za tobą kroczyć tuż tuż . Złapać Cię wycałować póki starczy tchu, życia nie marnować być u twego boku już 


Nienawidzę takiego tłoku więc rzadko kiedy bywam w mieście. Jadąc ulicami słychać tylko dźwięki klaksonów i piski opon, zastanawiałam się w tym hałasie czy znajdę miejsce w którym choć na chwilę uwolnię się od rzeczywistości. W duchu dziękowałam Bogu że mam przyciemniane szyby i nie spotykam się spojrzeniem z żadnym z przechodniów. Skręciłam w mniej ruchliwą ulicę i moim oczom ukazała się bardzo barwna i spokojna aleja. Jechałam powoli rozglądając się za czymś co przykułoby moją uwagę i tak też się stało. Samochód zostawiłam na niewielkim parkingu po czym go zamknęłam, stanęłam kilka kroków przed drzwiami nad którymi wisiał niewielki szyld rodem z opowieści magicznych. Wykonany z ciężkiego metalu okryty był już zielono-szarym nalotem, ale wciąż można było odczytać napis "biblioteka". Nie zastanawiając się dłużej weszłam do środka a nad moją głową zadzwonił dzwonek przez co się uśmiechnęłam.
W powietrzu unosił się zapach starych i zakurzonych książek oraz lawendy co troszkę mnie dziwiło. Pomieszczenie mimo wszystko było bardzo spore i nie szczędziło na książkach. Regały wyglądają jak labirynt w którym z miłą chęcią bym się zagubiła.

- Czy czegoś panienka szuka ?

Odwróciłam się na pięcie w stronę starszej pani. Miała pooraną twarz od zmarszczek, migdałowe oczy a jej usta mimo iż były tak stare jak ona ciągle miały barwę malinową i wygięte były w uśmiech. Siwe włosy upięte w "babcinego koka" sprawiały że jej przygarbiona już postać wydawała się wyższa. Przetarła swoją spódnicę i miło spoglądała mi w oczy czekając na odpowiedź.

- Tak właściwie to jestem tutaj by uciec od tego hałasu na zewnątrz. - wygięłam rękę i kciukiem wskazywałam obraz za wielkim oknem przez które wpadało słońce i całowało policzki staruszki.
- Aaaa to ja nie przeszkadzam. Jak będziesz czegoś potrzebować to zawołaj.
- Dziękuję.

Ruszyłam w stronę regałów a kobieta zaczęła ściereczką wycierać blat i podśpiewując pod nosem jakąś piosenkę. Przechodziłam między regałami i czytałam po kolei kategorie do których zaliczają się obecne książki. Kryminały, horrory, dramaty, komedie, ballady, hybrydy i mity. Wszystko mnie bardzo ciekawiło ale wybrałam książkę przesiąkniętą magią i mistycznymi stworzeniami. Przysiadłam do stolika i przyjrzałam się okładce. Przeważają kolory błękitu i bieli, właściwie to jedyne kolory jakie widnieją, dziewczyna dość młoda jest odwrócona do nas plecami i ma otwarte ramiona, przed nią widać las jak z horroru i wielkimi również niebieskimi literami zapisany jest tytuł książki. Zaczęłam się moja przygoda w świecie opisanym na kartkach, pierwsze zdanie, drugie i kolejne i kolejne. Starałam się wyobrazić to wszystko co się tam działo i tak doszłam do 5 rozdziału, gdy zdałam sobie sprawę że nie wiem która godzina. Rozejrzałam się ale nie znalazłam żadnego zegarka za to mój wzrok przykuł chłopak siedzący przy stoliku niedaleko. Niby nic ciekawego, zwykły człowiek który jak ja czyta książkę. Czytał poezję. Spojrzał na mnie a ja odwróciłam wzrok niby to szukając czegoś wzrokiem, uśmiechnął się i powrócił do lektury. Znowu na niego spojrzałam, na jego wytatuowane ramię i szyję. Kolczyki w brwi, na uszach i dolnej wardze, wydał mi się bardzo atrakcyjny. Poplamiona, biała koszulka odsłaniała i eksponowała jego mięśnie i tatuaże zdobiące skórę. Może mieć z dwadzieścia, dwadzieścia dwa lata. Przyjrzałam mu się bardziej, kasztanowe włosy postawione do góry, twarz modela i wielkie orzechowe oczy wpatrujące się w kartki książki. Usta zaróżowione i pełne jakby było stworzone tylko do całowania ich. Nawet gdy siedział wyglądał niczym bóstwo a jego kolejne spojrzenie w moim kierunku sparaliżowało mnie kompletnie. Uśmiechnął się tylko i zaznaczył stronę na której skończył, zamknął lekturę i odłożył na miejsce. Odprowadzałam go wzrokiem do wyjścia, rozmawiał chwilę ze starszą panią i wyszedł. Zamknęłam swoją książkę i odłożyłam na półkę po czym spojrzałam na ekran telefonu. Szybkim krokiem udałam się do wyjścia, jednak postanowiłam pójść i zapytać o tajemniczego chłopaka.

- Proszę pani ...
- Proszę mów mi Esme. - kobieta weszła mi w słowo.
- Dobrze. Esme ja chciałam się zapytać o tego chłopaka który przed chwilą tu był.
- Ah to bardzo miły chłopak, syn mojej przyjaciółki, panie świeć nad jej duszą. Często tu przychodzi i czyta poezję ponieważ jego matka ją uwielbiała.
- A jak ma na imię ?
- Liam... Wpadnij tu jutro, on też na pewno będzie - Esme uśmiechnęła się do mnie i wróciła to swoich zajęć.
Wyszłam na zewnątrz i poczułam ciepło które niedługo będzie przeradzać się w upały nie do zniesienia. Wsiadłam do samochodu i jak najszybciej pojechałam do domu, ciągle myślałam o Liam'ie i o jego spojrzeniu w moją stronę. Gdy się ocknęłam byłam już na podjeździe, wysiadłam z auta i pospiesznie udałam się do domu a konkretnie do jadalni na obiad.

-  Przepraszam za spóźnienie, tato.
- Nic się nie stało. Siadaj.

W milczeniu przysiadłam do stoły, łyżką zgarnęłam trochę zupy i włożyłam do ust. Brakowało mi pewnej dwójki przy stole, ponieważ było tu strasznie pusto.

- To gdzie byłaś tak długo ? - tata spojrzał na mnie z nadzieją że jakoś przerwę tą ciszę.
- W bibliotece. Znalazłam taką starą niedaleko restauracji Paradise. Byłabym wcześniej ale się zaczytałam.
- Cała Nancy - Jack zaśmiał się na co ja odpowiedziałam szerokim uśmiechem. - Wiesz może chciałabyś się wybrać ze mną na przejażdżkę ? Tak po obiedzie ? Dawno nie jeździliśmy razem - dopowiedział po czym wziął łyka soku.
Wpatrywałam się w swój talerz a widelcem kreśliłam kółka w sosie. Może przebywanie teraz więcej czasu z moim tatą dobrze na niego zrobi ? Może nie będzie tak zdołowany ?

- Jasne ! Z miłą chęcią - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko.
- To ja na ciebie zaczekam. Idź się przebrać.

Tata nie czekał na mnie długo, ścigaliśmy się do stajni jak za czasów mojego dzieciństwa. Nigdy nie mogłam zobaczyć koni w boksach bo byłam za niska, więc tata brał mnie na ręce i pokazywał każde po kolei. Tak samo było wtedy gdy pojechaliśmy kupić mi pierwszego konia. Tata wolał czarną klacz a ja wybrałam najmniejszego źrebaka bo uważałam że jest zrobiony ze złota. Jack próbował mnie przekonać ale nim się spostrzegł ja już wtulałam się w złotego konika i opowiadałam mu historyjki do ucha. Tak zaczęła się moja przygoda z Marry.

- To co Nancy. Ścigamy się ?
- Ze mną i Marry nie masz żadnych szans ! - rzuciłam tacie spojrzenie godnego rywala i jednym ruchem łydki popędziłam konia do galopu. Wiatr na twarzy i we włosach sprawiał że czułam się na prawdę wolna. Za nic nie oddałabym tego uczucia. Obok mnie przebiegła tylko czarna plama, tata na swoim wierzchowcu.
Zwolniłam aby po napawać się widokiem galopującego czarnego diamentu.


Marry zaczęła się niecierpliwić, dobrze wie że jest najszybszym koniem w stajni a jej temperament nie pozwala na coś takiego jak porażka. Pozwoliłam jej dać z siebie wszystko i w niecałe pół minuty dogoniłyśmy naszych rywali po czym przed polaną zajęłyśmy prowadzenie.
Z tatą spędziłam cały dzień, było jak za dawnych czasów. Ciągle śmiechy, wygłupy i jeszcze raz śmiechy. Poczułam się szczęśliwa i dumna, może nie aż tak bardzo dumna, ale udało mi się dokonać tego czego pragnęłam. Tata jest szczęśliwy mimo że Kate z nim nie ma.
Gdy tylko wróciliśmy do domu położyłam się spać. Ten dzień był męczący a gdy wspominałam dzisiejszy poranek, serce aż mnie kuło a żołądek wywijał koziołki. Szybko usnęłam ale równie szybko się obudziłam, obrazy które mi się śniły były zbyt przerażające a ja obudziłam się z krzykiem, koszulka przyklejała mi się do pleców a kosmyki włosów do spoconego czoła. Usiadłam i przeanalizowałam cały swój sen.
Szłam z tatą chwilę później dołączyła do nas Kate, znowu miałam 7 lat, Jack jest szczęśliwy i razem ze swoją narzeczoną znika za rogiem. Ja dorastam, mam 19 lat, pojawia się Zayn i całuje mnie w czoło jak ostatnio. On też znika za rogiem. Pobiegłam za nimi, ale to co zobaczyłam było straszne. Paliła się tam jedna latarnia, nikogo nie było, świat nagle stał się szary gdy postawiłam pierwszy krok w stronę słupa zostałam zamknięta w lustrzanym labiryncie. Niby nic strasznego ale wszędzie widziałam siebie, bladą, z sińcami pod oczami, rozwaloną wargą...

- Spokojnie Nancy to tylko sen - uspokajałam samą siebie. Na marne.
Cała się trzęsłam a mięśnie stały się wiotkie, czułam się jak szmaciana lalka. Starałam się chociaż przymknąć powieki i znowu usnęłam. Nic mi się już nie śniło przez co rano byłam w nie najlepszym nastroju. Wszystko mnie boli, a najdrobniejszy ruch przyprawia o dreszcze. Z łóżka wyczołgałam się dopiero po 12 i w miarę sił ubrałam się i zjadłam spóźnione śniadanie. Postanowiłam że po obiedzie udam się do biblioteki i może uda mi się znów spotkać Liam'a. Zwykle nie interesują mnie chłopcy jego kroju ale jednak coś do niego przyciąga. Ta tajemniczość wymalowana na twarzy, nie boję się go mimo tego jak wygląda jego ciało, wręcz przeciwnie. Fascynuję mnie.

Liam, Liam, Liam. Ciągle o nim myślę...
Może uda mi się z nim porozmawiać ? A jeśli to będzie zbyt natarczywe ? Może uznać mnie za wścibską .




~*~
Wybaczcie że tyle czekaliście. :c Mam sporo na głowię i nie nadążam nad dodawaniem nowych rozdziałów.
Oficjalnie też ogłaszam że blog zostaję tymczasowo ZAWIESZONY ! To wszystko ze względu na moje życie prywatne. Oceny mi się pogorszyły a dodatkowe kółka i projekty nie ułatwiają mi niczego. Problemy ze zdrowiem te w niczym nie pomagają. :c
Przepraszam mam nadzieję że szybko wrócę na prostą. 

sobota, 19 października 2013

Zakazany Owoc cz. 6

Obudziły mnie promienie słońca, które niezdarnie wkradały się do mojego pokoju. Według zegarka jest dziesiąta dwadzieścia dwie, więc zaraz powinno być śniadanie. Wstałam na równe nogi i przeciągnęłam się przez co cały zastały przez noc kręgosłup zachrupotał lub strzykał charakterystycznym dla siebie dźwiękiem. Wyjrzałam przez okno jak miałam już w zwyczaju i zauważyłam przygotowany samochód a przed nim walizki gotowe do wyjazdu. Serce mi się ścisnęło więc odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do szafy po ubrania. Wybrałam miętową koszule z kołnierzem ozdobionym złotymi dodatkami do tego ciemne rurki i buty na niewielkim koturnie. Umyłam twarz i nałożyłam lekki makijaż, ubrałam się w przygotowane ciuchy i po ciuchy przemknęłam do kuchni. Zajrzałam do jadalni w której wszystko już było gotowe, wystarczyło tylko podać jedzenie które jak się teraz okazało było przygotowane w kuchni i pozbawione jakiejkolwiek opieki. Mój brzuch zaczął diametralnie burczeć a ręka nie mogła się powstrzymać i sięgnęła po jedną bułkę z szynka i sałatą.

- Smacznego !

Ze strachu aż podskoczyłam, sądziłam że jestem sama a gdy się odwróciłam zastałam roześmianego brata. Zarumieniłam się i z pełną buzią kiwnęłam głową oraz starałam się uśmiechnąć co musiało wyglądać komicznie. Gdy tylko przełknęłam kęsa bułki spojrzała na Zayn'a który również lustruje przygotowany posiłek. Szturchnęłam go zachęcająco po czym odwróciłam się na pięcie i wyjrzałam przez okno. Usłyszałam tylko głośne mlaskanie więc zachichotałam pod nosem i również wgryzłam się w chrupiącą bułkę. Przez resztę czasu konsumowania naszych małych przekąsek strasznie głośno się śmialiśmy i nawet nie zauważyliśmy kiedy w kuchni pojawił się tata z Kate. W ręce ciągle miałam nieskończoną bułkę więc schowałam dłoń za plecami Mulata który wycierał twarz ręcznikiem.

- Głodni ? - tata z uśmiechem przyglądał się śniadaniu.

Kiwnęliśmy głową i udaliśmy się do jadalni. Gosposia przyniosła posiłek i poustawiała go na wielkim sole, do kubków wlewała nam soku, herbaty lub kawę. Każdy pił co wolał. Zapanowała ta niezręczna cisza która nie towarzyszyła nam już od dłuższego czasu i teraz była bardzo denerwująca.

- Kate powinniście się już zbierać. - tata oznajmił to dość smutnym tonem i pomógł swojej partnerce wstać.
Zayn także wstał powoli od stołu, tylko ja zostałam i nie wiedziałam gdzie oczy podziać. Pomieszczenie wypełniło się teraz tą nieprzyjemną dla oka jak i humoru nutką smutku i rozpaczy. Bardzo martwię się o tatę, przy Kate jest zupełnie innym człowiekiem, gdyby mógł pojechałby z nią nawet na koniec świata, ale jego praca mu na to nie pozwala. Złapał kurczową dłoń blondynki i przyłożył ją sobie do policzka po czym złożył delikatny pocałunek na jej czerwonych ustach. Zakuło mnie serce. Chwila rozdarta miedzy najbardziej romantycznym gestem ze strony ojca a najsmutniejszą chwilą chyba w ich całym związku. Gdy wychodzili wyglądali jak jedna osoba, idealnie do siebie pasowali. Wspominali coś i momentami na ich twarzach gościł delikatny uśmiech.

- A ty nie idziesz ? - Zyn położył mi dłoń na ramieniu więc spojrzałam w jego brązowe oczy. - Czemu płaczesz ? - patrzyła na mnie zmieszany.
- To jest piękne - skinęłam głową na parę znikającą w drzwiach. - Oni są po prostu dla siebie stworzeni. Nie wiem jak tata to przeżyje, będzie smutny.
- Ale ma jeszcze ciebie, a ty jesteś najważniejszą kobietą w jego życiu.

Spojrzałam czule na brata, zawstydził się i uśmiechnął lekko. Jego słowa były jak balsam na moje poszarpane od emocji serce. Czemu przy nim to co dzieje się w moim organizmie jak i w umyśle tak łatwo się rozkleja i wychodzi na jaw ? Jednak ucieszyłam się z tego że nazwał mnie kobietą i to najważniejszą w życiu mojego taty.

- Dziękuję, za wszystko ...
- Nie ma za co. Idziemy ?

Wstałam powoli od stołu i w pośpiechu zdążyłam dopić swój napój z kubka. Złapałam brata za rękę i powolnym krokiem udaliśmy się do drzwi wyjściowych które oznaczały pożegnanie się. Mulat zabrał z wieszaka jasny kapelusz i nałożył go na swoje idealne i kruczoczarne włosy, dopiero teraz zorientowałam się że Zayn ma na sobie tylko czerwoną koszulkę na krótki rękaw i ciemne dżinsy. Na zewnątrz gdzie słońce jasno świeciło jego karnacja wydała się być złotawa co bardzo mi się spodobało. Jack i Kate ciągle ze sobą rozmawiali a kierowca wkładał już walizki do bagażnika. Spojrzałam na chłopaka a później na nasze dłonie, trzymał mnie bardzo mocno, mięśnie całego ramienia miał spięte ale na jego twarzy gościł anielski spokój.

- Chyba czas się pożegnać - spojrzałam na niego i wymusiłam lekki uśmiech.
- Zobaczymy się za trzy miesiące, Nancy.
- Wiem, obiecałeś mi w końcu.

Uwolniłam dłoń tylko po to aby mogła spocząć na jego szyi. Brązowooki jest ode mnie wyższy co najmniej o głowę więc musiałam stać na palcach aby w ogóle móc spleść ramiona na jego szyi. Czułam zapach tych perfum, czułam ten oddech na swoim ciele i dotyk rąk na plecach. Przez trzy miesiące będzie mi tego brakowało, ale postaram się wytrzymać. W takiej pozycji trwalibyśmy pewnie jeszcze długi czas gdyby nie dźwięk odpalonego silnika przez który wykręcił mi się żołądek. Poczułam wargi na swoim czole i momentalnie przymrużyłam oczy.

- Widzimy się za trzy miechy siostra.  - kolejny raz się przytuliliśmy a później tylko odprowadzałam go wzrokiem do samochodu.


Reszta działa się już bardzo szybko, samochód odjechał a ja z tatą staliśmy na podjeździe i machaliśmy do osób które w pewien sposób dostarczały szczęście do naszego życia. Auto zniknęło z pola widzenia a my weszliśmy do domu który wydał mi się ogromny i strasznie pusty.

- To ja wracam do pracy.
- Dobrze.

Tata znikł w swoim biurze a ja udałam się do pokoju. Stałam przed białymi drzwiami ale co, jakaś siła chciała abym poszła do pomieszczenia znajdującego się po przeciwnej stronie. Nie sprzeczając się dłużej z samą sobą weszłam do pokoju Zayn'a. W powietrzu czuć było jeszcze zapach jego perfum które czułam gdy się z nim żegnałam, nie zabrakło też zapachu tytoniu. Trochę szkoda że niszczy sobie zdrowie tymi paskudztwami, ale jednak ta mieszanka jak po nim zawsze zostaje jest taka przyjemna. Otworzyłam hebanowe drzwi od szafy i po kolei przeglądałam ubrania które tu zostawił. Większość była wykonana z bardzo drogiego materiału i ciągle przyczepioną metkę czyli że nie miał ich nawet na sobie. Nie wiele po nim zostało, jedynie jakieś płyty, paczka papierosów i inne bzdety.
Trochę głupio tak siedzieć u niego w pokoju i użalać się nad swoim życiem.
Wybiegłam wręcz z pokoju zamykając go bardzo ostrożnie jakby był najcenniejszą a zarazem najbardziej kruchą rzeczą w moim posiadaniu. Poszłam do gabinetu taty i powiedziałam że wychodzę na miasto co jest do mnie niepodobne, ale siedzieć w tym domu chyba bym już nie mogła. Chwyciłam torebkę i kluczyki od samochodu. Weszłam do garażu i odpaliłam czarne porsche które dostałam od taty na 18 urodziny. To moja druga jazda tym samochodem więc mam kilka problemów. Po 15 minutach wreszcie opanowałam samochód i znalazłam się w centrum miasta.

Co się teraz stanie ? Może choć na chwilę zapomnę o dzisiejszej stracie i uśmiechnę ? To się okaże ... 

~*~
Taak oto wracam do was z 6 częścią. Wybaczcie że tyle to trwało ale po prostu nic nie mogłam wymyślić, ciągle jakieś kartkówki i ewidentny brak czasu.
Rozdział jest krótki ponieważ dopiero wróciłam, ale zawsze to więcej niż nic. Postaram się nadrobić jakoś te zaległości które pozostawiłam. Cieszę się że mam już 23 obserwatorów i że liczba wyświetleń wzrasta mimo tego iż nie było mnie taki czas. Musiałam troszkę czekać na te komentarze ale wreszcie się ich doczekałam z czego jestem zadowolona. :) Z góry przepraszam za błędy których pewnie jest pełno, ale chciałam to jak najszybciej dodać i zabrakło mi czasu na poprawę wszystkiego...
Proszę was też o to abyście nie podawali mi linków do swoich blogów ponieważ od tego jest specjalna zakładka SPAM to z niej biorę blogi do czytania a nie z komentarzy.

Pewnie powinnam coś jeszcze dodać ale to szczegół, najwyżej przy następnej notce to dam.
Podnoszę też liczbę komentarzy.

15 komentarzy = następna część 

sobota, 21 września 2013

Zakazany Owoc cz. 5

Jeśli masz dobre serduszko to daj LIKE tej > stronce <.  :)

- Powinniśmy chyba dołączyć do Jack'a i Kate. - Uwolniłam się z uścisku ale w brzuchu zawitał niemiły ból. Spojrzałam na restaurację i zastanowiło mnie co by było gdyby ... ?
- Tak, masz rację. Idziemy ? - Spojrzał na mnie przepraszająco i wystawił swoje ramię w moim kierunku śmiesznie nim poruszając.
Złapałam się jego dłoni i splotłam nasze palce. Powolnym krokiem udaliśmy się do wejścia, przez szybę zauważyłam czekającą na nas parę. Tata także nas zauważył i uśmiechnął się lekko, odskoczyłam od Zayn'a tym samym puszczając jego dłoń. Brat otworzył mi drzwi a kelnerka która musiała zostać wcześniej poinformowana zaprowadziła nas do stolika.  W całym pomieszczeniu górowały odcienie czerwieni i złota, słychać było przyciszone śmiechy, kostki lodu brzęczące w szklankach, nalewany szampan i inne napoje oraz kameralną muzykę na żywo. Zajęłam się przeglądaniem karty dań którą wręczyła mi kelnerka. Przyglądałam się jej tylko chwilę, czarne włosy upięte w kitkę na bok, brązowe oczy i dość mocny makijaż. Mimo to była atrakcyjna. Ciągle wpatrywała się w Zayn'a który wydawał się być jej postacią nie poruszony.

- Mogę już przyjąć zamówienie ? - Zwróciła się do chłopaka na mnie nawet nie patrząc. Przewróciłam oczyma i spojrzałam na pierwsze danie które tylko znajdowało się na liście.
- Nancy, co byś zjadła ? - Spojrzał na mnie a kelnerka posłała mi gniewne spojrzenie. Spodobało mi się to. Wreszcie ktoś był o mnie zazdrosny.
- Ja poproszę rybę po grecku.
- Ja to samo. - Uśmiechnął się do mnie, kelnerka zapisała to na niewielkim notesie.
- Czy coś jeszcze ? - Tu znów kierowała się do Mulata, odwracając się do mnie plecami.
- Jak będzie potrzeba to panią zawołam. - Posłał jej jeden z najładniejszych uśmiechów i szybko zwrócił swój wzrok w moją stronę. Dziewczyna zarumieniła się ale szybko zniknęła z grymasem.
Spojrzałam na rodziców którzy rozmawiali o czymś po cichu, pewnie dotyczyło to tej niespodzianki. Rozluźniłam wcześniej spięte mięśnie i spojrzałam na tatę.

- To co to za niespodzianka ?
- A tak, tego dowiecie się po kolacji. A teraz jak wam minęła podróż ? Słyszałem Zayn że lubisz szybką jazdę, Nancy woli tego unikać.
- Cóż był pewien problem, ale skończyło się na kompromisie. - Brązowooki puścił mi perskie oczko, czego tata nawet nie zauważył. Zarumieniłam się i zawiesiłam wzrok na wazoniku który stał na środku stolika. Nie zauważyłam kiedy tata zamienił się miejscem z Kate. Ja siedziałam teraz bliżej niej a Jack bliżej Zayn'a, rozmawiali o samochodach. Blondynka patrzyła raz na mnie raz na naszych towarzyszy. Westchnęłam i zaczęłam konwersację.

- Więc, Kate. Co to za niespodzianka. - Zrobiłam najbardziej maślane oczy jakie tylko umiałam. Może jak wezmę macochę na litość to coś mi zdradzi ?
- Cóż powiem tylko że to pomysł twojego taty.
- Czyli trzeba będzie się bać. - Zrobiłam minę której nie umiałam określić i patrzyłam tępo przed siebie. Usłyszałam cichy śmiech kobiety.
- Spokojnie. Pomagałam mu i chyba dasz radę jakoś to przełknąć.
- A będziemy opuszczać dom ? W sensie jakaś wycieczka czy coś w tym stylu ?
- Tak i nie. To troszkę skomplikowane. - Starała się wydusić uśmiech, lecz zdziwienie na mojej twarzy lekko jej to utrudniało. Jestem nieźle zmieszana.
Wreszcie zeszłyśmy na inny temat, odnośnie butów i znanych nam projektantów mody, jak się okazało nie byłam kiepska w tych wszystkich materiałach do omówienia. Zwykle nie interesuję się modą ani tym jakiej marki mam ciuchy. Wreszcie przyniesiono nam jedzenie a kelnerka patrzyła na mojego brata z pożądaniem widniejącym w oczach. Podczas gdy ona podawała jedzenie złapałam brata za palce i uśmiechnęłam się promiennie. Sądziłam że czarnowłosa zaraz eksploduje, zaśmiałam się w duchu i patrzyłam jak odchodzi. Zayn posłał mi uśmiech łobuza ale też pytanie wymalowane na twarzy. Nachyliłam się nad stołem niby to sięgając po sól.

- Wpadłeś jej w oko. - Wyszeptałam to z uśmiechem.
- Jakoś nie w moim typie, zbyt sztuczna. - Ścisnął nieco moje palce które po chwili puścił.
Wyprostowałam się i nie odrywałam wzroku od brata. Jego brązowe oczy hipnotyzowały mnie i zarazem przyciągały do siebie oraz sprawiały dreszcze nawet w żołądku. Nawet gdy wymieniał jakieś zdania z rodzicami patrzył na mnie.


Kolacja dobiegła końca a my nadal nie wiedzieliśmy co to za niespodzianka.  Zaczynałam się już niecierpliwić co ojciec łatwo mógł wyczytać z moich gestów.

- A więc pewnie jesteście ciekawi tej niespodzianki. - Jego męski głos zabrzmiał mi w uszach.
- Tak, tato. Od daaaawna. - Uśmiechnęłam się wyszczerzając wszystkie zęby.
- Nancy pamiętasz ten domek nad jeziorem gdzie jeździmy zawsze latem ?
- Tak, co z nim ? - Wyprostowałam się na wzmiankę o domku. Spędzałam w nim każde wakacje. Jezioro do którego miałam tylko 5 metrów. Las w którym zbierałam owoce leśne i polana na której pasła się Marry. Wiadomo, wakacje bez jazdy konnej to nie wakacje.
- Cóż w te wakacje pojedziesz tam tylko z Zayn'em. To dopiero za trzy miesiące, ale Kate wyjeżdża już jutro... a razem z nią Zayn.
- Czyli że Zayn i Kate wyjeżdżają na 3 miesiące ?!
- Tak, zobaczysz Nancy to szybko zleci - Kate pogłaskała mnie po dłoni - Musimy pozałatwiać ważne sprawy, związane z rachunkami, wy meldunkiem. Sprawy bez których nie możemy opuścić NY.
- Okey - Zawahałam się i spojrzałam na brata. W jego oczach na wzmiankę o powrocie na inny kontynent pojawiły się ogniki. Był szczęśliwy ale dlaczego mnie znowu zaczął boleć brzuch jak bym dostała porządny cios ?
Gdy tata i Kate wyjaśnili nam wszystko, rachunek został zapłacony a czarnowłosa kelnerka delikatnie spławiona przez Zayn'a, wróciliśmy na parking. I znowu wszystko od początku, tata i Kate pojechali własnym samochodem a Zayn i ja drugim. Teraz nie musiałam czekać na jego przyjemny dotyk. Wślizgnęłam się szybko do auta i zapięłam pas bezpieczeństwa, torebkę rzuciłam na tylne siedzenie i patrzyłam jak Mulat odpala silnik.

- Rozumiem że znowu mam jechać dziewięćdziesiąt na godzinę ? - Zaśmiał się melodyjnie, lekko mnie przy tym prowokując naciskając na pedał gazu od którego silnik pracował głośniej. Dałam mu kuksańca w bok i wystawiłam zadziornie język.
- Ja bym preferowała nawet 50, ale chcę już wracać do domu. Możesz sobie poszaleć.

Teraz jego oczy błyszczały jak najdroższe kamienie świata. Ekscytacja i niezmierne szczęście targały nim od środka, takiego obrotu rzeczy pewnie się nie spodziewał. Ruszył nagle przez co wbiłam się w siedzenie. Chcąc nie chcąc spojrzałam na licznik który pokazywał bardzo wysoką liczbę. Wypuściwszy powietrze przez nos, ciągle oddychałam spazmatycznie. Szybka jazda miała jedyny plus. Szybciej znaleźliśmy się na podjeździe. Gdy wysiadałam nogi miałam jak z galarety, kolana mi się trzęsły ze strachu który powinien minąć ze względu że nie siedziałam nawet już w samochodzie. Zayn to zauważył i szybko złapał mnie w pasie abym się nie przewróciła.

- Gdybym wiedział że szybka jazda tak na ciebie działa to nawet bym nie przyspieszał.
- Cóż nawet ja jestem zdziwiona.

Powolnym krokiem szliśmy w stronę drzwi. Gdy tylko podniosłam nogę na pierwszym kamiennym stopniu, powróciły zawroty głowy.

- Chyba nie dam rady wejść. Muszę poczekać aż minię ten cały ból.
- Może cię zaniosę ?
- Nie, posiedzę sobie na zewnątrz. Zresztą ładne dzisiaj niebo. Wyraźnie widać gwiazdy a tutaj to rzadkość.

Spojrzałam na niebo które wyglądało jak czarna płachta posypana srebrnym brokatem. Spojrzałam na schody od których na sam widok robiło mi się zimno. Przypomniało mi się że w stajni mam koc na takie okazję, nie zastanawiając się nad niczym poszłam to budynku za domem. W szpilkach ciężko się szło, nie wiedziałam nawet czy idę po ścieżce. Ściągnęłam białe buty, otworzyłam drewniane drzwi i zapaliłam światło. Z szafy wyciągnęłam stare trampki i koc.

- Co ty chcesz robić ? - Zayn stał za mną. Zupełnie o nim zapomniałam. Odruchowo się wzdrygnęłam. - Nie musisz się mnie bać. Chcę tylko wiedzieć co będziesz robić.
- Chciałam tylko pooglądać gwiazdy. Jak chcesz możesz dołączyć. - Starałam się uśmiechnąć w miarę naturalnie.
Chłopak wzruszył ramionami i wziął ode mnie koc. Pogasiłam światła i wyszłam za nim, jak na razie jest ciepło choć znając moje szczęście szybko to minie. Znaleźliśmy miejsce w którym nie było żadnych poświat lamp, rozłożyliśmy koc i wygodnie się na nim położyliśmy. W milczeniu podziwialiśmy gwiazdy, nie wiem czy w Nowym Yorku to normalny widok, ale nie chciałam wyjść na głupią. Pogrążona w marzeniach nawet nie poczułam silnego powiewu wiatru.

- Nie zimno ci ? - Męski a zarazem aksamitny głos brata wybudził mnie z transu. Wszelkie ludzkie odruchy powróciły a razem z nimi chłód.
- Nie, jest mi ciepło. - Gdy tylko to powiedziałam, wzdrygnęłam się z zimna a na rekach zawitała gęsia skórka. Usłyszałam stłumiony śmiech Zayn'a.
- Właśnie widzę.
- Jest ciemno, więc jak możesz co kol wiek widzieć ?
- No dobra ale to jak się trzęsiesz to nawet ślepy by zauważył. - ściągnął swoją  marynarkę i kazał mi usiąść. Na ramiona założył mi nagrzane ubranie i powrócił do pozycji leżącej. Czułam na sobie jego perfumy więc momentalnie się uśmiechnęłam. Zerknęłam na niego jak podziwia niezmierzony kosmos. Położyłam się obok ciągle wdychając perfumy w których byłam teraz skąpana.

- Cieszysz się że wracasz do nowego Yorku ?
- Tak. Fajnie będzie spotkać się ze starymi znajomymi.
- To się cieszę. Trzy miesiące to trochę długo.
- Może... Jak człowiek się dobrze bawi to czas mu szybko leci.
- Taak - wypowiedziałam to ledwo słyszalnie. Bolało mnie to że Zayn wyjeżdża, akurat teraz gdy zaczęliśmy się dogadywać. Nie wiem czemu ale najchętniej zatrzymałabym go ze sobą. - A o której wyjeżdżacie  ?
- Prawdopodobnie zaraz po śniadaniu.
- Ciekawe jak wytrzymam te 3 miesiące.
- Tylko mi nie wmawiaj że będziesz się nudzić. - Usiadł i spojrzał na mnie. Poszłam w jego ślady i również usiadłam.
- Nie że nudzić. Jak jesteście z Kate to dom od razu robi się żywszy. Tata nie chodzi zestresowany i ogólnie atmosfera jest lepsza.
- Trzy miesiące to nie tak długo. Zobaczysz wrócę szybciej nisz ci się zdaję. - przybliżył się aby wyraźniej widzieć moją twarz.
- Obiecujesz ? - Wyszeptałam
- Obiecuję - Zbliżył się jeszcze bardziej, do brzucha powróciły motylki a serce tak głośno hałasowało że Zayn z pewnością je słyszał.
Odsunęłam się ponieważ czułam jego ciepły oddech otulający moje policzki, starannie zakryłam twarz włosami i wypuściłam powietrze przez nos.
- Chyba musimy się zbierać. Która godzina ?
Zayn wyciągnął telefon i zgrabnym ruchem odblokował go. Jasne światło padające od ekranu lekko mnie oślepiło więc przymknęłam powieki. 22:18. Tak na nas już najwyższa pora, po za tym mam takie dziwne przeczucie że z moim organizmem dzieje się coś nie tak. Czuję się tak jak przed restauracją gdy trafiłam w ramiona Mulata. Wstałam i otrzepałam sukienkę spojrzałam jak brat zwija koc i ukradkiem spogląda na mnie. W milczeniu szliśmy do domu, cały czas prześladowało mnie nadzwyczajne uczucie a gdy przypadkowo dotykałam chłopaka, to uczucie wzrastało i przybierało na sile. Gdy tylko drzwi się otworzyły, biegiem puściłam się do pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i opadłam na łóżko. Nie leżałam zbyt długo bo pewien ktoś pukał do drzwi. To był Zayn, nie zdziwiła mnie jakoś jego wizyta.

- Mogę coś dla ciebie zrobić ?
- Chciałbym odzyskać marynarkę. - Uśmiechnął się wskazując palcem ciuch na moich ramionach. Zawstydziłam się i wręczyłam mu jego zgubę. - Dzięki.
- Cóż to dobranoc i do jutra. - Wręcz zapiszczałam na co znów się zarumieniłam.
- Do jutra ... - Gdy zamrugałam on zniknął już w swoim pokoju.
Wróciłam do łóżka i wręcz się skuliłam, ramionami objęłam kurczowo nogi, poczułam niemiłosierny ból gdy tylko pomyślałam o poranku. Co się ze mną dzieje ? Czy aż tak będę tęsknić za nowymi członkami rodziny ? Czy wytrzymam jakoś jutrzejsze pożegnanie i długą rozłąkę ? Tyle pytań i tylko jedna głowa która je wszystkie mieści.

~*~
OMG jest już 5 cz. nigdy nie sądziłam że uda mi się ja napisać *.* Jestem z siebie taka dumna. Nareszcie powstało to na co taaak długo czekaliście .:) Mam nadzieje że jeszcze jesteście i bd czekać na 6 część . :*

Ostrzegam też że może być mały problem z dodawaniem nowych części . Chyba bd dodawać CO DWA TYGODNIE nowe posty aby mieć czas na naukę. Więc nie denerwujcie się gdy będzie już odpowiednia ilość komentarzy a nowego posta jeszcze nie . :)

10 komentarzy = następna cz. 

środa, 18 września 2013

Hmm ...

Hejka. ;3
Nawet nie wiem od czego zacząć...
Na początek jestem na maksa nakręcona tym że jest 20 komentarzy ! To dla mnie coś nowego... bo pamiętam jak czekałam na tą wymarzoną 10 a ty nagle taka liczba . <3
Cóż pewnie nie podoba wam się to że tyle czekacie na nowy rozdział. Mi też się to nie podoba. Jest troszkę powodów dla których nic nie jest napisane.

1. Nie mam zbyt dużo czasu.
2. Zabrali mi laptopa. A w nim miałam pozapisywane wszystkie pomysły.
3. BRAK WENY !! ;C

Już od dłuższego czasu nie czytałam książek, a one bardzo mi pomagają w pisaniu. Dzięki nim miałam masę pomysłów które teraz mnie opuściły.

Mam nadzieje że 5 rozdział pojawi się jak najszybciej bo sama chciałabym już go dodać. To strasznie frustrujące. :C

Mam nadzieję że mi to jakoś wybaczycie i dalej będziecie czekać na tą spóźnioooooooną piątą część. :D

PS Po dodaniu piątki rozdziały będą dodawane rzadko więc nie gniewajcie się na mnie gdy będzie 10 komentarzy a kolejnej części nadal nie ma .

piątek, 6 września 2013

Zakazany Owoc cz. 4

Gdy się obudziłam śniadanie stało obok łóżka, sięgnęłam po bułkę i wzięłam pierwszego gryza przez co kilka okruszków spadło na moją jasną pościel. Od czterech dni nie wychodziłam z pokoju, wpatruje się w bladoróżowe ściany lub białe meble, czytam tą samą książkę albo staram się coś narysować. Wciąż nie mogę skończyć poprzedniego malunku. Gdy kanapki zniknęły z mojego talerza wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki aby umyć zęby i buzię. Ktoś zapukał do drzwi wiec niechętnie poszłam otworzyć. Przyklepałam włosy i nacisnęłam na klamkę a do pokoju wszedł Augustus.

- Matko boska ! Nancy, co się z tobą stało ?
- To nic takiego.
- Cóż, tata chce abyś dzisiaj wieczorem była gotowa na rodzinną kolacje. Zabiera was do "Paradise".
- Okey. Dziękuję i na prawdę nie musisz się tak o mnie martwić. Mam za sobą nieprzespane noce to tyle.
- No dobrze.

Jego suche wargi zawitały na moim czole. Posłał mi jeszcze czuły uśmiech i zniknął na korytarzu. Odwróciłam się na pięcie i jeszcze raz poszłam do łazienki. Tym razem zatrzymałam się przed wielkim lustrem i starałam wykryć jakieś zmiany w moim wyglądzie, gdy je znalazłam sama się przestraszyłam. Moja skóra straciła swój jasny kolor i lekko poszarzała, pod oczami zawitały niewielkie sińce a oczy nie były już wesołe i z migoczącymi ognikami, zostały jednolicie matowe i prawie że mroczne.
Trzeba będzie coś z tym zrobić. W mgnieniu oka moja łazienka zamieniła się w prywatne spa. Do wanny wlałam gorącej wody która lekko parzyła gdy się w niej już zanurzałam. Masa płynów i olejków sprawiła że skóra choć trochę pojaśniała i przybierała powoli swój odcień porcelany. Upięłam włosy w starannego koka i szybko zrobiłam sobie maseczkę nawilżającą po czym nałożyłam dwa ogórki na powieki, zasiadłam na krześle i przechyliłam głowę do tyłu słuchając utworów muzyki relaksacyjnej. Gdy zalegająca maź na mojej buzi stwardniała, zmyłam ją za pomocą gąbki i szybko zrobiłam kąpiel parową która choć troszkę zwilży mi twarz i doda rumieńców.

- Jeszcze włosy.

Trzymałam w palcach lekko tłusty i poplątany kosmyk włosów który nijak nie pasował do mojego wyglądu po licznych zabiegach. Włosy nawet nie wyglądały na zdrowe jak kiedyś, nie miały tego blasku. Były to jakieś proste lub poskręcane druty układające się w odwróconą literkę V. Szybko je ogarnęłam co dzisiaj było ogromnym wyczynem. Owinęłam je ręcznikiem i teraz na czubku głowy miałam tak zwany turban.

- Jak mam się ubrać do Paradise ?!

Przeglądałam nieliczne sukienki na wieszakach. Ta restauracja to pięciogwiazdkowa restauracja, słynąca z najlepszej obsługi a co najgorsze jest przesadnie elegancka, dziewczyna w rurkach w życiu nie zostałaby tam wpuszczona. Postawiłam na odcień kości słoniowej i koronkę. Znalazłam więc odpowiednią sukienkę i szybko się przebrałam, dodatkowo na mojej szyi zawitał srebrny wisior w kształcie słonecznika od mamy.
Wysuszyłam, rozczesałam i wyprostowałam włosy aby prezentowały się jak najlepiej. Cały dzień szykowania się chyba nie poszedł na marne, przejrzałam się w lusterku i pozwoliłam sobie na odrobinę tuszu na rzęsach.

- Nancy ! Zaraz wychodzimy.

Wyszłam z łazienki i osłupiałam. W drzwiach stał wystrojony Zayn, zazwyczaj widywałam go w dresach lub w luźnych spodniach. Kurtki i bluzy z kapturem, koszulki z dziwnymi rysunkami lub nadrukami. To najbardziej mogło go określać, a teraz ? Stał wystrojony od stóp aż po czubek głowy. Czarny smoking, biała koszula lekko rozpięta na piersi i włosy postawione na żel. Zaniemówiłam. Wyglądał jak model choć miałam wrażenie że nawet Channing Tatum przy nim blednie.

- Wow, wyglądasz... niesamowicie.
- Dziękuję tobie też niczego dziś nie brakuje, Zayn.

Chłopak zawstydził się i przejechał ręką po karku. Uśmiechnęłam się lekko i ubrałam białe buty na obcasach, wzięłam niewielką kopertówkę i złapałam brata pod rękę.

- Przepraszam że tak się ciebie trzymam ale z pewnością wywalę się w tych butach na schodach.
- Spokojnie. Miło jest mieć taką ślicznotkę u boku.

Posłał mi swój łobuzerski uśmiech który podobał mi się najbardziej. Zaczęłam szybciej oddychać i starać się nie wpatrywać zbytnio w jego ciemne oczy które przyciągały mnie za każdym mrugnięciem jego powiek. Gdy stanęliśmy przed schodami złapałam się go mocniej i kurczowo trzymałam jego przedramienia, nawet przez garnitur czułam jak napinają mu się mięśnie. Uśmiechnęłam się szeroko w duchu i postawiłam pierwszą stopę na marmurowych stopniu.

- Spokojnie, trzymam cię. - Zayn szepnął mi do ucha słowa otuchy, jego anielski głos sprawił że krew pulsowała mi w uszach a miętowy oddech odurzył bardziej niż jakie kol wiek zioła.
- A jeśli spadniesz ze mną ? - Spojrzałam na niego przestraszona.
- Będziemy mięli co wspominać. - Puścił mi zalotnie oczko a ja czułam jak wypieki wkradają mi się na poliki.
Na dole czekali na nas Jack i Kate. Stawiałam powolne i ostrożne kroki ale Zayn'owi raczej to nie przeszkadzało.  Spojrzałam na tatę, miał na sobie ciemnogranatowy smoking, białą koszulę i krawat w pasy. Jeszcze raz mu się przyjrzałam, gdy byliśmy bliżej niego o dwa stopnie zorientowałam się że ma na sobie jeden z lepszych garniturów które znajdują się w jego posiadaniu. Kate. Nic dodać nic ująć. Ideał kobiety. Przylegająca i dopasowana kremowa kreacja za kolana z rozcięciem po lewej stronie, podkreślająca biegle jej smukłą sylwetkę jak i kobiece kształty, blond loki związane w koka, delikatny róż na ustach i drobny makijaż. Dzięki szpilkom była równa wzrostem z moim tatą więc nie musiała stawać na palcach aby go pocałować. Po licznych schodach dotarliśmy do rodziców, nikt się nie odezwał tylko wymienialiśmy miłe spojrzenia i uśmiechy.

- No to chyba jesteśmy gotowi. Zapraszam.

Tata gestem ręki wskazał na drzwi i otworzył je przed Kate która chichocząc wsiadła do samochodu. Ja i Zayn także mięliśmy taki zamiar lecz tata złapał mnie za ramię.

- Dzieciaki, pojedziecie samochodem Zayn'a ? Chciałbym omówić ważną sprawę z Kate, to ma być dla was niespodzianka a gdy będziecie podsłuchiwać to raczej nie wyjdzie.

Spojrzeliśmy z Mulatem na siebie zdezorientowani. Tata czekał na naszą reakcję z przerażeniem ale i ekscytacją. To musi być coś poważnego skoro mu na tym aż tak zależy. Kiwnęłam głową i po chwili poczułam wargi taty na moim czole. Usłyszałam zamykające się drzwi i dźwięk odpalonego silnika. Samochód znikł w niespełna minutę później, w tym mroku który mimo pory roku ( wczesna wiosna ) przyszedł dość wcześnie. Zayn położył mi dłonie na ramionach i obrócił w stronę volvo. Drgnęłam od jego dotyku a przez ciało przeszedł elektryzujący wstrząs. Otworzył mi drzwi a ja szybko wskoczyłam na miejsce pasażera. W samochodzie pachniało świerkiem ale można było wyczuć także zapach tytoniu połączonego z męskimi perfumami, nie wiedzieć czemu ale spodobała mi się ta dziwna woń. Zanim Zayn zajął miejsce kierowcy, zaczerpnęłam sporą ilość powietrza i pozwoliłam aby otaczające mnie zapachy zaległy się w płucach. Volvo było ciche więc nawet nie wiedziałam kiedy ruszyliśmy, oparłam się łokciem o drzwi samochodu i podparłam się podbródkiem o pięść wyszukując czegoś w ciemnościach. Z radia leciała jakaś piosenka, znałam doskonale słowa ale nie mogłam przypomnieć sobie wykonawcy. Nuciłam sobie pod nosem tak aby mój towarzysz tego nie słyszał w końcu w ruch poszła stopa a obcas zaczął delikatnie stukać. Robiłam to wszystko nieświadomie.

- Zara Larsson Uncover - Głos brata wybudził mnie z tego transu, potrząsnęłam głową i spojrzałam na szeroko uśmiechniętego Mulata. Odwzajemniłam uśmiech i dalej słuchałam muzyki.
Ukradkiem zerknęłam na licznik samochodu. Sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, przestraszyłam się i złapałam dłoń Zayn'a która trzymała się kurczowo skrzyni biegów.

- Co się stało ?
- Jedziesz strasznie szybko...
- Przepraszam.

Patrzyłam jak niewielka kreska opada w dół wskazując 150,140,130 i tak do 90 km. Odetchnęłam z ulgą i puściłam palce chłopaka. Wpatrując się w drogę wreszcie zrozumiałam gdzie jesteśmy, za rogiem znajdowała się restauracja Paradise.

- O czym myślisz ? - Zayn patrzył na mnie zaciekawiony.
- O tej niespodziance rodziców. To musi być coś poważnego skoro kazali nam jechać osobnym samochodem. A ty ?
- W sumie to o niczym ważnym.
- Kłamiesz !
- Skąd możesz to wiedzieć ?
- Masz teraz bardziej cichy głos. Tęsknisz za czymś.
- Może ...
- Siostrze chyba powiesz ?

W milczeniu czekałam na jego odpowiedź. Zayn zgasił silnik i zacisnął kurczowo dłonie na kierownicy. Staliśmy na parkingu restauracji a w świetle bijącym z każdej strony mogłam przyjrzeć się cudownej twarzy brata. Wymalowana mieszanymi emocjami, z jednej strony wściekła z drugiej strony przepełniona ulgą.

- Przepraszam nie powinnam była się wtrącać w twoje życie.
- Tęsknie za Nowym Yorkiem, tyle mogę powiedzieć. - Sucha i lekko raniąca wypowiedź wypowiedziana przez zęby.
Bolesne ale uczące doświadczenie, Zayn wyszedł z auta i szybko je okrążył aby otworzyć mi drzwi. Dżentelmen. Takie słowo błądziło mi po głowie, mieszało się z zachwytem i radością, poprawiało mi humor a ciemne oczy wpatrujące się w moje były teraz roześmiane.

- Mogę ? - Zayn wystawił mi dłoń którą z chęcią złapałam. Wolną ręką odbiłam się od siedzenia i wylądowałam w ramionach brązowookiego. Byliśmy tak blisko siebie że czułam jego oddech na swoich policzkach. Skóra zaczęła mnie przyjemnie parzyć, serce bić niczym młot, w brzuchu pokazały się motylki a na polikach ogromne i soczyste rumieńce.
Jego ręce zawitały na moich biodrach i delikatnie przycisnęły do siebie aby nasze ciała stykały się jeszcze bardziej. Rozchyliłam lekko usta aby coś powiedzieć jednak język mi zdrętwiał a umiejętność mówienia nagle wyleciała z głowy. Złapałam go za ramiona i pojechałam dłońmi wyżej aby móc spleść palce na jego szyi. Zapach jego perfum dostawał się do mojego nosa i drażnił się z nim. Patrzyłam mu w oczy i zastanawiałam się czy może być coś piękniejszego ?

~*~
Jest wreszcie czwarta część. Przepraszam was że to tyle trwało ale zaczęła się szkoła i prawdopodobnie nie będę tak często dodawać nowych cz. więc już teraz was informuję. :) Cóż z rozdziału jestem bardzo zadowolona mimo tego ze nie należy do długich, mam nadzieje że nad piątką się wysilę i będzie ona dłuższa i bardziej kreatywna. :D

Pozdrawiam Kimmi
xox

> Klik < >Klik <

1O komentarzy = Następna część
Szablon by S1K